anandgelfand

Prosto z Moskwy – dogrywka

| 0 comments

No i okazało się, że o tytule zadecyduje dogrywka!

Niby większe szanse w tiebreaku powinien mieć Vishy, który znany jest ze swojej fantastycznej dyspozycji w partiach szybkich, z drugiej strony Gelfand po drodze do meczu wygrał kilka tiebreaków z tak dobrymi zawodnikami jak Kamski, Ponomariov czy Polgar. Dla nas jednak te wszystkie przewidywania nie miały żadnego znaczenia, skupialiśmy się tylko na tym, żeby przygotować Vishego jak najlepiej do tego mini-meczu. Zdecydowaliśmy, że białymi zostaniemy przy 1.e4, ponieważ czuliśmy, że w ostatnich partiach byliśmy w stanie właśnie tam zaskoczyć Gelfanda. Z kolei czarnymi Vishy wrócił do ulubionego Merana, który dał mu już tyle sukcesów w przeszłości. Po całym dniu i nocy, którą spędziliśmy na „szlifowanie” repertuaru, nie zostało nam już nic innego jak usiąść przed komputerem i ściskać kciuki, żeby to Vishy wygrał tą wojnę nerwów.

W 1 partii zaskoczyliśmy Gelfanda wyborem wariantu. Rzadko grane 8… e5 uprościło trochę pozycję. Gelfand decyduje się na niegrane wcześniej 13. b3, na które jednak byliśmy przygotowani. Później partia się komplikuje i po wielu przygodach kończy się remisem.

½ – ½

2 partia jak się później okazało była kluczowa dla całego meczu. Znaleźliśmy wzmocnienie do partii nr. 5 ( 7. d4!), które zaskoczyło Gelfanda, który wpadł w długi namysł i w rezultacie do końca musiał grać pod presją czasu. W końcówce, która była oczywiście łatwo remisowa, ten czynnik połączony z ogromną presją sprawił, że Gelfand podstawił prosty motyw i przegrał! Oczywiście towarzyszył nam element szczęścia, ale oczywiście jak wiemy sprzyja on przeważnie lepszym 🙂

1½ –  ½

Szczęście pomogło także Vishemu uratować kolejną partię, w której tak naprawdę od początku miał problemy. Gelfand najpierw łatwo wygrywał po 26. Sxe4!,

 a przede wszystkim w wieżowce. Ruch 61. Wh7??

można chyba wytłumaczyć tylko stresem…

2:1

W tym momencie sytuacja była komfortowa – białe i do tego Vishy potrzebował tylko remisu, żeby zachować tytuł. Nie ukrywam, że już w tym momencie zaczęliśmy przygotowania, żeby pojechać na salę gry – nikt z nas nie zakładał, że Gelfand może wrócić do meczu. Szybko jednak zmieniliśmy plany, bo po debiucie dostał on małą przewagę, która na dodatek pasowała do jego stylu – spokojna końcówka, którą może grać prawie w nieskończoność… Na szczęście jednak Vishy bronił się dobrze i aktywnie, co wymusiło błędy Gelfanda i zapewniło mu remis, który pozwolił na obronę tytułu Mistrza Świata! My z kolei szybko pojechaliśmy na salę gry, żeby wspólnie z Vishym świętować wygraną. Radość z wygranej mieszał się z uczuciem ulgi – kilka miesięcy pracy nie poszło na marne.

2½ –  1½

Tradycyjnie już po ostatniej partii świętowaliśmy w indyjskiej restauracji.

Autor: Eric Van Reem

Następnego dnia Vishy spotkał się z Prezydentem Rosji, Władimirem Putinem, my z kolei w tym czasie wreszcie mieliśmy trochę czasu, żeby chociaż trochę zwiedzić Moskwę. Trzeba przyznać, że jest co oglądać!

Autor: Eric Van Reem

Potem czekała nas już tylko ceremonia zakończenia i chyba dopiero na niej dotarło do nas, że już jest po wszystkim i Vishy po raz kolejny okazał się lepszy!

Podsumowując mecz, nie sposób nie napisać o Gelfandzie, który wykonał naprawdę wspaniałą pracę przed meczem oraz w jego trakcie, przez co zmusił Vishego i nas do maksymalnego wysiłku. Udowodnił, że głosy o tym, że przypadkowo wygrał PŚ i mecze pretendentów były po prostu niczym innym jak głupotą. Był równorzędnym przeciwnikiem, przegrał, ale niestety taki jest sport.

Mecz toczył się bez żadnych skandali i jak słusznie zaznaczył Gelfand – wyznaczył nowe standardy w tej kwestii. Spotkało się dwóch Dżentelmenów, którzy rywalizowali na szachownicy. I tylko na niej.

Jeśli chodzi natomiast o mnie i resztę sekundantów to na pewno był to najtrudniejszy i najdłuższy mecz dla nas. Zebraliśmy jednak sporo doświadczenia, które na pewno pomoże nam w kolejnych meczach i także w naszych indywidualnych karierach. Co do tego nie mam zresztą żadnych wątpliwości – zaczynając współpracę z Vishym mój ranking pozwalał mi na zajmowanie miejsca na skraju pierwszej setki rankingu, teraz jest to miejsce w najlepszej trzydziestce.

Wracając do meczu i jego atrakcyjności, ponieważ z tego co słyszałem, to temat ten był poruszany wielokrotnie – zdaję sobie sprawę, że każdy kibic chciałby najlepiej 12 rezultatywnych partii. Słusznie jednak zauważył Gelfand, że mecz nie służy temu, żeby zabawiać kibiców, a zdobyciu tytułu. Brutalnie mówiąc, przy takiej stawce liczy się zwycięstwo, a styl schodzi na dalszy plan. Nie do końca zgodzę się, że mecz był nudny. To prawda, że nie był tak ciekawy jak poprzednie, ale wynikało to z faktu, że Gelfand był bardzo dobrze przygotowany i ostrożnie reagował na zaskoczenia ( w odróżnieniu od Kramnika, który grał bardzo pryncypialnie, nawet w wariantach, w których był nieprzygotowany. Wiemy jak fatalnie się to dla niego skończyło). Nie „przeginał”, w odróżnieniu od Topalova, który w ten sposób przegrał ostatnią partię i cały mecz. Mimo tego cały mecz stał na bardzo wysokim poziomie, sporo nowych idei debiutowych zostało zastosowanych (a jeszcze więcej zostało w kuluarach), a to zawsze interesuje arcymistrzów. Zwieńczeniem tego był tiebreak, który przyniósł sporo emocji. Wszystko to sprawia, że każdy, jeśli tylko chciał, mógł znaleźć w nim coś dla siebie.

Co dalej? Jeśli chodzi o mnie to zamierzam porządnie wypocząć, a potem pomóc naszej drużynie w wywalczeniu jak najlepszego miejsca na Olimpiadzie. Vishy natomiast czeka na wyłonienie pretendenta do kolejnego meczu, który planowany jest na 2014r. Meczu, do którego będzie dobrze przygotowany, o czym mogę zapewnić już teraz! 🙂

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.