anandgelfand

Gelfand zaskoczył nas wszystkich

| 1 Comment

Spodziewałem się, że mecz będzie zacięty, Gelfand przygotuje się do niego niezwykle starannie i wespnie się na swoje wyżyny, gdyż to prawdopodobnie jego pierwsza i ostatnia szansa na tytuł mistrza świata. Spodziewałem się… ale nie aż tak.

Grzegorz Gajewski

Nazwać przedmeczowe przygotowanie Gelfanda bardzo dobrym, to mało powiedziane. Po pierwsze – zupełnie nowe warianty – to nie jest prosta sprawa, aby na tak ważny mecz wprowadzić coś totalnie nowego. Nie wystarczy tylko opracować dany debiut, trzeba jeszcze zapamiętać całą masę teorii, z którą wcześniej nie mieliśmy styczności – bądź mieliśmy bardzo pobieżną. Wreszcie trzeba zebrać odpowiednie doświadczenie, „nauczyć” się grać nowe pozycje, czyli rozegrać całą masę partii treningowych. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak ogromna to praca do wykonania. Po drugie – warianty agresywne – kolejny świetny pomysł pretendenta. Dzięki temu Anand, jeśli chciał pomarzyć o jakiejkolwiek przewadze debiutowej, zmuszony był do pewnego ryzyka. Przypomina mi to mecz KramnikLeko z 2004 roku, kiedy to Węgier zupełnie zaskoczył przygotowanym na mecz agresywnym Gambitem Marschalla w Partii Hiszpańskiej. Sztab Kramnika starał się na bieżąco znaleźć jakieś obalenie, jednak była to droga donikąd. W ósmej partii Rosjanin zastosował niedokładnie przeanalizowaną nowinkę, co spotkało się z pięknym obaleniem pretendenta, który, wygrywając partię czarnym kolorem, wyszedł na prowadzenie w całym meczu.


Co można powiedzieć o przedmeczowym przygotowaniu Ananda? Czarnymi wyglądało ono nieźle do pierwszej porażki. Wtedy to mistrz świata przestawił się na Obronę Nimzowitscha, tam spotkała go kolejna niespodzianka i znów zrobiło się gorąco. Jeśli chodzi o przygotowanie białymi – prawdopodobnie poznamy je w najbliższych miesiącach 🙂 Trzeba raz jeszcze pogratulować Gelfandowi sprytu. W efekcie Radek Wojtaszek wraz z kolegami zmuszeni byli w trakcie meczu do wytężonej pracy nad łataniem dziur w repertuarze obydwoma kolorami. I to jest w moim przekonaniu element, z którym ekipa Ananda poradziła sobie lepiej. Doskonałym przykładem jest ósma partia meczu, kiedy to Anand kolejny raz zareagował na Grunfelda ruchem 3.f3. Gelfand kolejny raz zaskoczył mistrza świata odpowiedzią 3…c5.  Dalszy przebieg partii pokazuje nam (poza tym, że pretendent nie udźwignął ciężaru liderowania), że jego przygotowanie w tym wariancie było jednak bardzo niechlujne. Tymczasem sztab Ananda w bólach, ale w końcu jednak znalazł receptę na czarny kolor Gelfanda. Wariant Rossolimo w Obronie Sycylijskiej (3.Gb5+) pozwolił mistrzowi świata przynajmniej na wywarcie pewnej presji na pretendencie. Zarówno w 10 jak 12 partii meczu Anand uzyskał nieznaczną przewagę po debiucie i Gelfand zmuszony był w tych partiach do pewnego wysiłku. Gdyby mecz składał się np. z 24 partii, to problemy pretendenta w debiucie – w moim przekonaniu – nasilałyby się.


Co do formy obydwu zawodników to – na tyle, na ile w ogóle mogli się wykazać przy tak zaawansowanym przygotowaniu – obaj zrobili na mnie dobre wrażenie, poza partiami 7-8, które były w tym meczu swoistą anomalią. Nie chcę oceniać dogrywek, gdyż nie popieram takiego sposobu wyłaniania mistrza świata. Jedyne co mogę stwierdzić, to że były one pełne błędów, zaś Anand pokazał, że jest lepszy w szachy szybkie.

Moja ocena meczu: nie uważam, żeby był on nudny, choć zgadzam się, że zarówno AnandKramnik jak i AnandTopałow były dużo ciekawsze. Zarzuty, że zawodnicy grali na remis, czy dążyli do dogrywki, uważam za absurdalne. Sceptykom zaś chciałbym przypomnieć słynny mecz Karpow – Kasparow z 1984 roku. Trwał on prawie pół roku, rozegrano 48 partii z czego aż 40 zremisowano. Dodatkowo lwia część tych remisów miała miejsce w okolicach dwudziestego posunięcia.

Jak należy wyłaniać mistrza świata? Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się rozwiązanie, które zaproponował Bartek Macieja. Ekscytujące były turnieje w San Luis i Meksyku, jestem również miłośnikiem długich meczów. Dlatego turniej z udziałem 6-8 zawodników, z których wyłaniany byłby pretendent do meczu z urzędującym mistrzem, najbardziej mi odpowiada. Jestem za to przeciwny wszelkim rozwiązaniom zmierzającym do wprowadzenia rotacji na „szachowym tronie” czyli np. turniej o tytuł MŚ rozgrywany co rok. Na chwilę obecną mamy bodaj 19 mistrzów świata wyłonionych przez 126 lat. Nie wyobrażam sobie, żeby za 20 lat było następnych 19 mistrzów świata. Również z tego powodu cieszę się, że Anand już od pięciu lat zachowuje tytuł mistrza świata. Jeśli szachy rzeczywiście mają być królewską grą, to szachowi królowie powinni się mocno trzymać swoich tronów.

One Comment

  1. Czy zaproponowny system wyłaniania mistrza można byłoby przetestować w mistrzostwach Polski w szachy?

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.